Recenzje „Call of Duty: Modern Warfare: Mobilized”
Gdy tylko dowiedziałem się o nowej wersji Call of Duty na Nintendo DS, ucieszyłem się jak mało kto. Tym bardziej, że n-Space obiecało dużo broni i pojazdów oraz multiplayer z nowymi patentami. Czy to nie wygląda zbyt pięknie?
Może zaczniemy od początku. CoD:MW:M (jaki skrót!) to osobna produkcja zrobiona specjalnie z myślą o Nintendo DS, czyli nie opowiada fabuły z dużych konsol. Tak naprawdę fabuła w tej części CoD na DS spadła na trzeci plan. Niby między misjami dostajemy jakieś informacje na temat danej misji, ale i tak w grze chodzi o to samo, czyli parcie do przodu i strzelanie do wszystkiego co się rusza. Chociaż z tym „parciem do przodu” może być problem. O ile w poprzednich częściach było to wykonalne, tutaj jest to praktycznie niemożliwe. Wszystkiemu winny jest bardzo wysoki poziom trudności, który nawet na Regular (średni) jest bardzo trudny i przynosi na myśl grę Operation Flashpoint z dużych konsol. A żeby było ciekawiej, to na Hardened (trudny) często wystarczą dwa naboje, żeby Cię zabić. I z tym wiąże się pewien problem. Weźmy np. misję gdzie strzelamy do wrogich jednostek z helikoptera. Na chwilę przed pierwszym checkpointem musimy zabić żołnierza, który ostrzeliwuje nas za pomocą CKMa stojącego na wieży. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie ograniczone możliwości obsługi helikopterowego karabinu, przez co nie możemy podnieść lufy zbyt wysoko i helikopter musi podlecieć bardzo blisko, co ułatwia wrogowi zestrzelenie nas. Podobnych błędów jest więcej.

Kolejną rzeczą, która rzuca się w oczy jest liniowość. O ile w niektórych budynkach mamy specjalnie pootwierane pomieszczenia (często kryjące jakieś bonusy), to otwarte przestrzenie są często ograniczone do maximum. Najbardziej rzuca się to w oczy podczas misji w dżungli, gdzie szlak, którym możemy podążać ma około 2 metry.
Ale czy to oznacza, że gra jest beznadziejna ? Trochę się rozpędziłem. Teraz o zaletach tej gry.
Na pewno do plusów możemy zaliczyć oprawę audio-wizualną. Grafika jest dopracowana i szczegółowa, co widać szczególnie na broniach i postaciach. Jedynie rozpixelowane są niektóre mało ważne rzeczy jak piasek czy woda, ale do tego zdążyły nas już przyzwyczaić gry na DSa.
Dźwięk podobnie jak grafika, jest mocną stroną CoD:MW:M. Podczas rozgrywki często pojawia się znajoma ze stacjonarnych wersji muzyka, która sprawia, że od razu poczujemy się jakbyśmy grali w to samo. Żeby było milej, w grze występuje voice-acting, który podwyższa ocenę końcową. Jedyną wadą, jaką dostrzegłem w kwestii dźwięku, są odgłosy broni. Co prawda większość z nich jest realistyczna i podobna do tych z CoD na PC, ale radość opada, gdy strzelamy z MP5 czy AK47. Ten pierwszy mimo założonego tłumika trzeszczy jak klasyczne MP5, a ten drugi strzela dużo ciszej od tego pierwszego mimo tego, że nie ma żadnych tłumików. Niby małe niedociągnięcie, ale trochę irytuje.

A skoro już o broniach, czas o nich opowiedzieć. Zgodnie z zapowiedzią, w grze czeka na nas bogaty arsenał broni. Od najróżniejszych karabinów po snajperki, shotguny, kusze (!) aż po wyrzutnie rakiet. Broni jest mnóstwo i nie można narzekać na brak zróżnicowania. Co prawda karabiny nie różnią się zbytnio od siebie, jedynie ilością amunicji, szybkością, celnością, to i tak dają dużo frajdy z eksterminacji naszych wrogów.
N-Space zapowiedziało, że stworzy tryb multiplayer, który będzie rewolucją w grach na DSa. Masa broni, nowe tryby, klasy, świetne mapy czy w końcu on-line dla sześciu osób. Można powiedzieć, że się udało, ale nie do końca.
Jeśli chodzi o bronie w multi, to na początku mamy do wyboru jedynie cześć. Resztę musimy odblokować poprzez zabijanie osób w multi. Samych broni nie ma za dużo (14). Zabrakło snajperek i wyrzutni rakiet. W zamian mamy shotguny, które na otwartych mapach sprawdzają się co najwyżej średnio. Pod względem broni w multi, prowadzi CoD5.
Tryby, jakie występują w multi to przede wszystkim Deathmatch, Hunter/Prey i Capture the Flag oraz to samo w drużynach. W CoD6 dodano dwa nowe. Jeden to Switch, w którym musimy zaklepać guzik na mapie i bronić go jak najdłużej. Kolejny to Sabotage, w którym musimy uzbroić w odpowiednim miejscu dynamit i bronić go przez 30 sekund niczym w Counter-Strike. Plus dla CoD6.
Ale i tak najważniejszą rzeczą w multi jest design plansz. Mamy do dyspozycji 8 map (10 w CoD5), które wcale nie są lepsze od tych znanych z poprzedniej części. Na mapach nie znajdziemy żadnych broni ani glitchy. Plus dla poprzednich części.
Największą zaletą jest local/on-line dla sześciu osób. Naprawdę przy pełnej obsadzie jest niezłe zamieszanie, szczególnie gdy gramy bez drużyn. Plus dla CoD6.
Pomyślano również o dodatkach dla samotnego gracza. Z uwagi na to, że Single Player można ukończyć w około 4-5 godzin, dodano cztery dodatkowe tryby. Challenge znany z CoD5, czyli wykonywanie zadań na konkretnych mapach w określonym czasie, ale z uwagi na wysoki poziom trudności, raczej szybko tego nie przejdziemy. Kolejny tryb to Arcade, czyli zwykłe misje, które podliczają punkty za zabójstwa i czas. Raczej dodane na siłę. Jest jeszcze survival, w którym walczymy o przetrwanie na zamkniętych mapach (szkoda, że są tylko cztery mapy) pełnych broni, które zmieniają się co minutę. Ostatni tryb to mini-gry. Raczej pierdoła, ale może niektórym się spodoba.

Ciekawym patentem jest tabela ukończeń (znana z CoD5), która podwyższa ocenę grywalności. Musimy m.in. zabić 1500 osób w singlu, zaliczyć 100 headshotów czy zabić 25 osób poprzez odrzucenie wrogiego granatu. A ukończenie tabeli wcale nie jest proste.
Czy warto było czekać ? Moim zdaniem tak. Mimo nie do końca spełnionych obietnic ze strony n-Space, to nadal solidny kawałek CoDu ;)
Axel93
|
|
| Grafika: | 8/10 |
| Udźwiękowienie: | 8/10 |
| Grywalność: | 8/10 |
| Ocena końcowa: |
Twórca: n-Space
Wydawca: Activision
Gatunek: Strzelanka
Daty premier:
10 Lis 2009
10 Lis 2009Metal Slug 7
Call of Duty: Modern Warfare: Mobilized
Tom Clancy's Splinter Cell: Chaos Theory
Nanostray 2
















